|
Interesuje mnie święty spokój. W obecnej robocie też miałem ten okres, ale przeszedłem przez to. Coś tam zrobiłem, zaprojektowałem, usprawniłem, teraz jadę już tylko na okopanej pozycji i wyjebaniu. Czasem ktoś krzywo spojrzy, ale mam to gdzieś. Jestem cyniczny i wypalony. Praca to moje źródło dochodu, nie włożę serca i nie postawię jej na 1 miejscu choćby nie wiem co to było. Na spotkaniach w obocie, gdzie nasze teamy prowadzą dysputę jak przekupy na targu to ja siedzę ze znudzoną miną, podkrążonymi oczami i się nie odzywam. Leję na to wszystko, próbowałem na wszelkie sposoby zaangażować trochę serca w robotę, nie udało się. I w żadnej robocie się nie uda, bo świadomość, że muszę tam być, żeby nie zdechnąć z głodu mnie odrzuca i powoduje automatyczną awersję i reaktancję w psychice.
Teraz w nowej robocie będę musiał się wykazywać, na pewno będą wiązać ze mną wielkie plany, energiczne, dynamiczne, optymistyczne zjeby będą tryskać pomysłami, energią. Najpierw rekruterzy cali w rumieńcach, że znaleźli frajera, nowego, czyli ich zdaniem jeszcze bez śladów zużycia, którego można cisnąć na 150 procent na starcie. Nowi przełożeni też będą po prostu tryskać euforią i na pewno będą mieli w sobie pokłady motywacji i energii jak na speedzie w przeciwieństwie do mnie. Tylko teraz jestem już starszy, nie wykrzesam resztek energii, żeby być albo chociaż udawać, że mnie coś interesuje. Chcę zrobić co mam do zrobienia, jak najmniej energii włożyć w to i interakcje z innymi, sekundę po wyjściu z roboty wyrzucić wszystko co jej dotyczy z głowy, lać na to i jak najmniej wiedzieć co się dzieje na firmie.
Natomiast wiem, że gdziekolwiek nie pójdę to będzie tam pełno zaangażowanych, kochających pracę dynamicznych zjebów i będą na mnie krzywo patrzeć, bo jak wejdziesz między wrony to musisz krakać jak one. Dynamiczne laski na bank będą z wypiekami na twarzy gadać o robocie, firmie i zostawać pewnie po godzinach, możliwe, że nieodpłatnie, tylko z czystej pasji.
Dlatego ja was błagam panowie, weźcie powiedzcie, że to jest sen i się obudzę. Ja już nie mam siły i ochoty bawić się w „dynamiczne” zabawy, żeby jakieś staruchy w garniakach za granicą na górze doliczyły sobie kolejne 0 do stanu konta. Jestem wypalony, mam mało energii, nie mam ochoty na gadkę szmatkę i nie przejdę pozytywnie okresu dynamicznego zjebania po raz kolejny. Taki jestem, ja już się pogodziłem, zaakceptowałem swoją osobowość, ale jakoś trzeba żyć w tym świecie.
|